Jak zaczęła się Pana przygoda z ubezpieczeniami?

To było dziesięć lat temu. Wyszedłem z wojska i postanowiłem, że zacznę karierę w branży, w której można dobrze zarobić, czyli w ubezpieczeniach. Zajmowałem się tym dwa lata.

A potem?

Wyjechałem za granicę, do Niemiec. Chciałem spróbować czegoś innego, wykorzystać szansę którą dało mi życie. Byłem ciekawy, jak to będzie, czy dzięki temu rozwinę się i pójdę do przodu.

Dlaczego po ponad dziesięciu latach wrócił Pan do ubezpieczeń?

Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku, mieszkałem i pracowałem w Niemczech. Myślałem o powrocie, dlatego szukałem zajęcia, które pozwoli mi na taki sam poziom życia, jakie tam prowadziłem. Pierwszy był pomysł na firmę, którą obecnie prowadzę ze swoim wspólnikiem, ale potrzebowałem jeszcze zajęcia, które pozwoli mi dorobić, zanim firma się rozwinie. To tak naprawdę skłoniło mnie do ponownego zajęcia się ubezpieczeniami.

Udało się?

Myślę, że tak. Sprzedaję, więc chyba jest dobrze!

Pewnie nie łatwo jest pogodzić dwie prace na raz. Ile czasu  poświęca Pan na jedno i drugie zajęcie?

Nie wiem, czy potrafię to tak rozdzielić, ponieważ zawsze ubezpieczam przy okazji. Moja firma, którą prowadzę wraz ze wspólnikiem, zajmuje się porządkowaniem i dezynfekcją. Pracujemy dla wielu różnych spółek. Kiedy więc spotykam się z pracownikami administracji, kierownikami czy po prostu szefami, zawsze mówię czym jeszcze się zajmuję. Osoby, które mnie już znają i z którymi dłużej współpracuję, korzystają z moich usług.

Ale jak Pan to robi w praktyce? Mówi Pan: prowadzę tę firmę ale przy okazji zajmuję się ubezpieczeniami i o tym także możemy porozmawiać?

Dokładnie tak. Mówię o tym, że jestem doradcą ubezpieczeniowym   i że w związku z tym zawsze mogę służyć jakąś pomocą. Nie wstydzę się o tym opowiadać.

Czy to przynosi efekty? Ile osób miesięcznie Pan ubezpiecza?

Bardzo różnie, ale średnio około czterech.

Zawsze Pan tak miał, że wyznaczał sobie cele i dążył do ich realizacji?

Nie, nie zawsze. To przyszło do mnie wraz z doświadczeniem. Tak jak wspominałem, pierwszy raz wyjechałem do Niemiec, ponieważ chciałem spróbować czegoś nowego. I to się udało. Pracowałem na stanowiskach kierowniczych, byłem doceniany za swoją pracę. Ale na jakimś etapie przestało mi to wystarczać. Zastanawiałem się, co mogę zrobić, żeby nie stać w miejscu. Nie chciałem przez całe życie pracować na etacie. Kiedy więc nadarzyła się okazja, zdecydowałem o założeniu firmy w Polsce i na pracę w ubezpieczeniach. Doświadczenie zdobyte zagranicą z pewnością zaprocentowało. Teraz nie boję się ludzi, lubię i potrafię z nimi rozmawiać.

Kiedyś miał Pan z tym trudność?


Przede wszystkim byłem bardziej skryty. Czułem się nieswojo, kiedy rozmawiałem z klientami o emeryturze sam mając 21 lat.  W końcu co ja w tym wieku mogłem wiedzieć o życiu, a tym bardziej o emeryturze (śmiech).

By pracować w tym zawodzie, trzeba lubić ludzi i to chyba najważniejsza cecha?

Jedna z najważniejszych. Nie tylko trzeba lubić ludzi ale też nie bać się z nimi rozmawiać. Być ciekawym ich punktu widzenia. W przypadku różnic, widzieć w tym zalety, a nie przeszkodę do pokonania.  Odkąd pamiętam, zawsze chciałem mieć kontakt z innymi, ale dopiero z biegiem lat nabrałem doświadczenia, które pozwoliło mi na swobodę. Prowadzę też inne interesy, więc przychodzi mi to łatwo. W ogóle powiedziałbym, że te dwa zajęcia świetnie się pod tym względem uzupełniają. Przy okazji wykonywania jednego, wykorzystuję swoje naturalne umiejętności, które pozwalają mi na dodatkowe zarobki.

Widzi Pan szklankę do połowy pustą czy pełną?

Pełną. Kiedy widzę przeszkodę zastanawiam się, jak ją pokonać bo z każdej sytuacji można przecież znaleźć wyjście. Zawsze szukam rozwiązań. W ogóle myślę, że poradzę sobie w każdej sytuacji. No, może oprócz choroby. Wiem, jak to jest. Byłem chory na nowotwór ale udało mi się wrócić do zdrowia i to był punkt zwrotny w moim życiu. Uświadomiłem sobie, że właściwie większość rzeczy w życiu zależy od nas. Jedyne co może przeszkodzić nam w realizacji tego, co chcemy osiągnąć, to właśnie zdrowie. Resztą da się zarządzić.

Jak Pan to rozumie?

Jeśli w naszej głowie nie przeskoczymy barier, które nie pozwalają nam się rozwijać, nie uda nam się osiągnąć tego, na czym nam zależy. Podam przykład. Jeżeli idę do klienta i z góry zakładam, że nie uda mi się sprzedać ubezpieczenia, to tak właśnie będzie. Podejście jest więc najważniejsze. Zawsze. Ludzie mają pozazmysłową umiejętność wyczuwania tego, z jakim nastawieniem przychodzimy, jakie emocje w sobie mamy.

Powiedzieliśmy już o otwartości i nastawieniu jako cechach, które sprawiają, że jesteśmy skuteczni. Czy coś jeszcze by Pan dodał?  

Tak. Nie można się bać mówić ludziom o tym, czym się zajmujemy. Wiem, że młodzi stażem agenci mają w sobie czasem taką obawę. Czekają na odpowiedni moment, by opowiedzieć, czym się zajmują tylko że ten moment często nie nadchodzi. W taki sposób klienci trafiają gdzie indziej. Tymczasem, dla dwuzawodowca każdy moment jest dobry, zwłaszcza jeśli wykorzystujemy w tym zawodzie nasze naturalne umiejętności komunikacji z innymi.

Czytaj także: Jakie obowiązki ma doradca ubezpieczeniowy i jak nim zostać?